sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział I Deska, gofry i randka ?

Plum, Plum, Plum... Krople deszczu spływały po oknie... przyglądałam się im.... Czułam się jak w klatce. We własnym pokoju się czułam jak w klatce. Na moich kolanach spoczywała czarna, klasyczna gitarai od czasu  do czasu grając na niej. Był piątek rodzice wracali dopiero o 16.30 . Była dopiero 13.30. Weszłam do swojego pokoju, wzięłam swój laptop i napisałam na do Juli.  Umówiłyśmy się że do mnie przyjdzie z Emilią i Leną. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi, szybko pobiegłam w tam tą stronę i otworzyłam je. Zobaczyłam dziewczyny z czterema chłopakami. Jeden miał kolczyk w uchu i w nosie, obok niego stał chłopak o brązowych włosach i obejmował Julię. to musiał być Brad. Za nimi stała Emilia z Leną, które rozmawiały z dwoma wysokimi blondynami. 
- Cześć - powiedziałam z delikatnym uśmiechem. - Wejdźcie 
- Cześć ! - krzyknęła Julia i rzuciła mi się na szyję. - Wiesz nie będą ci oni przeszkadzać ? - zapytała, mogła zapytać wcześniej 
- Nie oczywiście że nie - łatwo skłamałam. - Mam na imię Rose - przedstawiłam się uprzejmie
- Connor - powiedział chłopak z kolczykami 
- James - powiedział i przytulił do siebie Emilię
-Ja jestem Tristan 
- A ty jesteś Brad ? - zapytałam i szybko dodałam- Julia dużo mówiła o tobie - popatrzyłam jak rumieni się Emilia, należało jej się, przecież mi nie powiedziała że ktoś oprócz dziewczyn przyjdzie ktoś jeszcze 
- A co takiego mówiła ? -zapytał, mocniej przytulając zarumienioną Julię. 
- Dużo - powiedziałam -  Może się czegos napijecie ? 
- Ja poproszę - powiedział jak się nie mylę Tristan 
-  Cola, woda, czy sok pomarańczowy ? 
- Sok pomarańczowy 
- A wy nic nie chcecie ?
- Ja to co zwyklę - powiedziała Emilia, w odpowiedzi kiwnęłam tylko głową. Kiedy każdy już powiedział poszłam do  kuchni , wzięłam tackę, z szuflady wyjęłam osiem szklanek i ustawiłam je na tacce. Nalałam do każdej szlkanki po tyle samo napoju. Weszłam do salonu, gdzie wszyscy usiedli, na stoliku postawiłam picie . Każdy wziął swoje. Po godzinnej rozmowie znaliśmy się jak starzy najlepsi przyjaciele.
- Macie jakieś zwierzęta ? -zapytałam 
- Ja mam jaszczurkę - powiedział blondyn i po chwili dodał - i brata 
- Mam psa wabi się Jesy - powiedział i westchnął - No im mam siostrę 
- Ja  mam konia i koty - powiedział z uśmiechem na ustach - Mam dwie siostry
- Wszycsy traktujecie rodzeństwo jak zwierzęta ? - zapytałam i popatrzyłam na nich z zaciekawieniem 
- Oczywiście - powiedzieli razem. - Masz rodzeństwo ? -zapytał pochiwli sam Connor 
- Mam dwie starsze siostry - powiedziałam, z uśmiechem na ustach. Przypominając sobie że za dwa miesiace wrócą ze studiów.  Później się otrząsnęłam i spojrzałam na zegarek,który wskazywał 15.30. 
- NIe chciałabym być nie miła ale moi rodzice wracają za godzinę  - popatrzyłam na nich 
- Jasne rozumiemy nad opiekuńczy starzy - powiedział z uśmiechem Connor. Po chwili żegnałam się z nimi przy drzwiach. Umówiliśmy się na jutro o 15.30.  Szybko pobiegłam posprzątać osiem szklanek po napojach. Po umyciu ich schowałam je do szafki i poszłam do pokoju. Weszłam na tt i zobaczyłam że cztery nowe osby mnie obserwują. Byli to Connor, Bradley, Tristan i James.
-  Rose wróciliśmy !! - usłyszałam krzyk mojej matki, z westchnieniem wstałam z łózka i poszłam w kierunku salonu w którym zastałam mamę i ojaca uśmiechniętych do siebie.
- Co się stało ? -zapytałam 
-  Ja i twój ojciec wyjeżdżamy na dwa tygodnie na dwelegację. - powiedziała 
- Jasne - wypowiedziałam bardzo cicho. - Kiedy ? 
- Jutro - powiedzieli razem i udali się do kuchni. Sama poszłam w ten sam kierunek. - Jadłaś coś dzisiaj ? 
- Nie ? - odpowiedziałam
 - Rosali musisz coś jeść - powiedział twrdo ojciec- Nie chcesz nawrotu choroby ? Prawda 
Przytaknęłam ruchem głowy, następnie wzięłam od mamy zrobioną kanapkę. Usiadłam przy wyspie w kuchni i zaczełam powoli jeść. Czułam na sobie wzrok rodzców. Czy zawsze podczas jedzenia musza się tak patrzeć. Oczywiscie że tak ponieważ rok temu chrowałam na anoreksje . To nie była moja wina. Źle się czułam ze swoim ciałem, kiedy miałam szesnaście lat zaczęłam mniej jeść aż doszł do tego że jadłam jedynie 1/5 kanapki na cały dzień. Wszystko się zmieniło rok temu, kiedy rodzice zostali wezwani do szkoły po tym jak zemdlałam podczas w-f.  Szybko ją zjadłam jedną kanapkę, później jeszcze jedną, 
- Mogę juz iść ? -zapytałam z uśmiechem i popatrzyłam na ich twarze. 
- Idź  - powiedzieli moje rodzice. Spojżałam na zegarek , który wskazywał 17.00. Pobiegłam na górę się przebrać w gługie jeansy i narzucić na krótki rękaw niebieską bluzkę. Do ręki wzięłam moją kolorową deskę i szybko zbiegłam na dół . Wyszłam przed dom i skierowałam się w stronę skate- parku. Wjechałam na teren parku, na jednej z ramp , był to blondyn, który przyszedł razem z dziewczynami i Bradem. Podjechałam pod tą rampę i pomachałam chłopakowi z uśmiechem, który się zatrzymał i podszedł do mnie. 
- Cześć - powiedział 
- Hej - powiedziałam 
-Umiesz jeździć na deskorolce ? - zapytał ze zdziwieniem i spojrzał na przedmiot trzymany w moich rękach. 
- Umiem -odpowiedziałam - Pokazać Ci ? 
- Jasne - powiedział, Weszłam na rampę zjechałam. 


Usłyszałam brawa od strony z której stał Connor. Spojrzałam na niego, a on podszedł do mnie w ręce trzymał deskę. 
- I jak ? -zapytałam 
-Świetnie - powiedział i uśmiechną się do mnie - Może coś zjemy - dodał wskazując na  budkę z lodami i goframi 
- Jasne - powiedziałam i ruszyliśmy w  tamtą stronę. Blondyn staną w kolejce. Gdy już złożył swoje zmówienie spojrzał na mnie, podeszłam do niego i poprosiłam. Gofra z jagodami i  bitą śmietaną, a  blondyn zamówił dla siebie gofra z owocami leśnymi i bitą śmietaną. Usiedliśmy przed budką i jedliśmy gofry. 
- Dobre - powiedziałam - Oddam ci pieniądze jutro 
- Nie trzeba - powiedział i  wziął kolejnego gryza i został mu wąs z itej śmietany. Zaczęłam  chichotać z jego wąsów. - Z czego się śmiejesz ? 
- Z ciebie - powiedziałam powstrzymując śmiech - Masz piękne białe wąsy 
- Dzięki 
- Proszę - powiedziałam przygryzając dolną wargę żeby się nie roześmiać.
- Wiesz co ? 
- Nie nie wiem ? 
- Ładna jesteś 
- No wiem 
- I jesteś bardzo inteligętna 
- To też wiem 
- I jaka skromna 
- Weź bo się zarumienię - powiedziałam i razem  roześmialiśmy się. 
- Pamiętaż że jutro 15.30  przyjeżdżamy po ciebie i jedziemy na dwa dni do domku  nad jeziorem.? 
- Tak jasne - powiedziałam z uśmiechem - Może wiesz która jest godzina ? 
- Jest 18.05 
- Muszę lecieć i jeszcze raz dzięki za gofra - powiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek 
- Nie ma za co . 
Szybko pojechałam w stronę domu. weszłam do środka . Mama i tata jedli kolację. Bogu dzięki 
- Zjesz z nami ? -zapytała mama 
- Nie dzieki - powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów ale zatrzymał mnie głos taty 
- Na pewno ? 
- Jadłam na mieście  gofry - powiedziałam i pobiegłam w stronę swojego pokoju. Otworzyłam wiadomości na twitterze. Connor bal dodał Tweeta : 
Super dzień w skate parku z  Rosalią William. 
Na mojej twrzy pojawił się wielki uśmiech. Zamknęłam  laptopa i poszłam do łazienki, po drodze zabierając bieliznę i piżamę. Zamknęłam drziw na klucz, zdjęłam bluzę,spodnie  i otworzyłam dolną szafkę, w której trzymałam żyletki. Wzięłam jedną i parę razy przejechałam po udach. Dlaczego to robię ? Ponieważ rodzicę mnie nie  rozumieją.... Wstałam i nalałam wody do wanny do której wlałam płyn do kąpieli o zapachu jabłka. Zdjęłam z sebie resztę sowjego ubioru i weszłam do wanny. Zanurzyłam się po samą szyję. Woda była ciepła, taką uwielbiam , ale nagle uda zaczęły mnie strasznie szyczypać. Szybko sie umyłam i wyszłam otulając się białym ręcznikiem. Ubrałam się w bilieznę i piżamę. Po szłam do swojego pokoju, nastawiłam budzik na siódmą i usnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz