- Cześć - powiedziałam z delikatnym uśmiechem. - Wejdźcie
- Cześć ! - krzyknęła Julia i rzuciła mi się na szyję. - Wiesz nie będą ci oni przeszkadzać ? - zapytała, mogła zapytać wcześniej
- Nie oczywiście że nie - łatwo skłamałam. - Mam na imię Rose - przedstawiłam się uprzejmie
- Connor - powiedział chłopak z kolczykami
- James - powiedział i przytulił do siebie Emilię
-Ja jestem Tristan
- A ty jesteś Brad ? - zapytałam i szybko dodałam- Julia dużo mówiła o tobie - popatrzyłam jak rumieni się Emilia, należało jej się, przecież mi nie powiedziała że ktoś oprócz dziewczyn przyjdzie ktoś jeszcze
- A co takiego mówiła ? -zapytał, mocniej przytulając zarumienioną Julię.
- Dużo - powiedziałam - Może się czegos napijecie ?
- Ja poproszę - powiedział jak się nie mylę Tristan
- Cola, woda, czy sok pomarańczowy ?
- Sok pomarańczowy
- A wy nic nie chcecie ?
- Ja to co zwyklę - powiedziała Emilia, w odpowiedzi kiwnęłam tylko głową. Kiedy każdy już powiedział poszłam do kuchni , wzięłam tackę, z szuflady wyjęłam osiem szklanek i ustawiłam je na tacce. Nalałam do każdej szlkanki po tyle samo napoju. Weszłam do salonu, gdzie wszyscy usiedli, na stoliku postawiłam picie . Każdy wziął swoje. Po godzinnej rozmowie znaliśmy się jak starzy najlepsi przyjaciele.
- Macie jakieś zwierzęta ? -zapytałam
- Ja mam jaszczurkę - powiedział blondyn i po chwili dodał - i brata
- Mam psa wabi się Jesy - powiedział i westchnął - No im mam siostrę
- Ja mam konia i koty - powiedział z uśmiechem na ustach - Mam dwie siostry
- Wszycsy traktujecie rodzeństwo jak zwierzęta ? - zapytałam i popatrzyłam na nich z zaciekawieniem
- Oczywiście - powiedzieli razem. - Masz rodzeństwo ? -zapytał pochiwli sam Connor
- Mam dwie starsze siostry - powiedziałam, z uśmiechem na ustach. Przypominając sobie że za dwa miesiace wrócą ze studiów. Później się otrząsnęłam i spojrzałam na zegarek,który wskazywał 15.30.
- NIe chciałabym być nie miła ale moi rodzice wracają za godzinę - popatrzyłam na nich
- Jasne rozumiemy nad opiekuńczy starzy - powiedział z uśmiechem Connor. Po chwili żegnałam się z nimi przy drzwiach. Umówiliśmy się na jutro o 15.30. Szybko pobiegłam posprzątać osiem szklanek po napojach. Po umyciu ich schowałam je do szafki i poszłam do pokoju. Weszłam na tt i zobaczyłam że cztery nowe osby mnie obserwują. Byli to Connor, Bradley, Tristan i James.
- Rose wróciliśmy !! - usłyszałam krzyk mojej matki, z westchnieniem wstałam z łózka i poszłam w kierunku salonu w którym zastałam mamę i ojaca uśmiechniętych do siebie.
- Co się stało ? -zapytałam
- Ja i twój ojciec wyjeżdżamy na dwa tygodnie na dwelegację. - powiedziała
- Jasne - wypowiedziałam bardzo cicho. - Kiedy ?
- Jutro - powiedzieli razem i udali się do kuchni. Sama poszłam w ten sam kierunek. - Jadłaś coś dzisiaj ?
- Nie ? - odpowiedziałam
- Rosali musisz coś jeść - powiedział twrdo ojciec- Nie chcesz nawrotu choroby ? Prawda
Przytaknęłam ruchem głowy, następnie wzięłam od mamy zrobioną kanapkę. Usiadłam przy wyspie w kuchni i zaczełam powoli jeść. Czułam na sobie wzrok rodzców. Czy zawsze podczas jedzenia musza się tak patrzeć. Oczywiscie że tak ponieważ rok temu chrowałam na anoreksje . To nie była moja wina. Źle się czułam ze swoim ciałem, kiedy miałam szesnaście lat zaczęłam mniej jeść aż doszł do tego że jadłam jedynie 1/5 kanapki na cały dzień. Wszystko się zmieniło rok temu, kiedy rodzice zostali wezwani do szkoły po tym jak zemdlałam podczas w-f. Szybko ją zjadłam jedną kanapkę, później jeszcze jedną,
- Mogę juz iść ? -zapytałam z uśmiechem i popatrzyłam na ich twarze.
- Idź - powiedzieli moje rodzice. Spojżałam na zegarek , który wskazywał 17.00. Pobiegłam na górę się przebrać w gługie jeansy i narzucić na krótki rękaw niebieską bluzkę. Do ręki wzięłam moją kolorową deskę i szybko zbiegłam na dół . Wyszłam przed dom i skierowałam się w stronę skate- parku. Wjechałam na teren parku, na jednej z ramp , był to blondyn, który przyszedł razem z dziewczynami i Bradem. Podjechałam pod tą rampę i pomachałam chłopakowi z uśmiechem, który się zatrzymał i podszedł do mnie.
- Cześć - powiedział
- Hej - powiedziałam
-Umiesz jeździć na deskorolce ? - zapytał ze zdziwieniem i spojrzał na przedmiot trzymany w moich rękach.
- Umiem -odpowiedziałam - Pokazać Ci ?
- Jasne - powiedział, Weszłam na rampę zjechałam.
Usłyszałam brawa od strony z której stał Connor. Spojrzałam na niego, a on podszedł do mnie w ręce trzymał deskę.
- I jak ? -zapytałam
-Świetnie - powiedział i uśmiechną się do mnie - Może coś zjemy - dodał wskazując na budkę z lodami i goframi
- Jasne - powiedziałam i ruszyliśmy w tamtą stronę. Blondyn staną w kolejce. Gdy już złożył swoje zmówienie spojrzał na mnie, podeszłam do niego i poprosiłam. Gofra z jagodami i bitą śmietaną, a blondyn zamówił dla siebie gofra z owocami leśnymi i bitą śmietaną. Usiedliśmy przed budką i jedliśmy gofry.
- Dobre - powiedziałam - Oddam ci pieniądze jutro
- Nie trzeba - powiedział i wziął kolejnego gryza i został mu wąs z itej śmietany. Zaczęłam chichotać z jego wąsów. - Z czego się śmiejesz ?
- Z ciebie - powiedziałam powstrzymując śmiech - Masz piękne białe wąsy
- Dzięki
- Proszę - powiedziałam przygryzając dolną wargę żeby się nie roześmiać.
- Wiesz co ?
- Nie nie wiem ?
- Ładna jesteś
- No wiem
- I jesteś bardzo inteligętna
- To też wiem
- I jaka skromna
- Weź bo się zarumienię - powiedziałam i razem roześmialiśmy się.
- Pamiętaż że jutro 15.30 przyjeżdżamy po ciebie i jedziemy na dwa dni do domku nad jeziorem.?
- Tak jasne - powiedziałam z uśmiechem - Może wiesz która jest godzina ?
- Jest 18.05
- Muszę lecieć i jeszcze raz dzięki za gofra - powiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek
- Nie ma za co .
Szybko pojechałam w stronę domu. weszłam do środka . Mama i tata jedli kolację. Bogu dzięki
- Zjesz z nami ? -zapytała mama
- Nie dzieki - powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów ale zatrzymał mnie głos taty
- Na pewno ?
- Jadłam na mieście gofry - powiedziałam i pobiegłam w stronę swojego pokoju. Otworzyłam wiadomości na twitterze. Connor bal dodał Tweeta :
Super dzień w skate parku z Rosalią William.
Na mojej twrzy pojawił się wielki uśmiech. Zamknęłam laptopa i poszłam do łazienki, po drodze zabierając bieliznę i piżamę. Zamknęłam drziw na klucz, zdjęłam bluzę,spodnie i otworzyłam dolną szafkę, w której trzymałam żyletki. Wzięłam jedną i parę razy przejechałam po udach. Dlaczego to robię ? Ponieważ rodzicę mnie nie rozumieją.... Wstałam i nalałam wody do wanny do której wlałam płyn do kąpieli o zapachu jabłka. Zdjęłam z sebie resztę sowjego ubioru i weszłam do wanny. Zanurzyłam się po samą szyję. Woda była ciepła, taką uwielbiam , ale nagle uda zaczęły mnie strasznie szyczypać. Szybko sie umyłam i wyszłam otulając się białym ręcznikiem. Ubrałam się w bilieznę i piżamę. Po szłam do swojego pokoju, nastawiłam budzik na siódmą i usnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz